Lutnicy
i ich cacka
Piotr
Witwicki. Zaczniemy od Rodaka, oczywiście, nie? Z Piotrem zetknąłem się
stosunkowo niedawno, oddając mu tę rzecz produkcji Furcha, na
której mam nieszczęście grać :( Póki co - zmienił
progi, zmiękczył siodełko i wymienił podstawek, znacznie go ulepszając
oraz poprawiając błędną menzurę fabryczną. I to zrobił dobrze, będąc
otwartym na moje sugestie. Ponieważ cała usługa jeszcze nie jest
skończona, to na pewno mogę teraz powiedzieć, że Mistrz Piotr zna się
na rzeczy, a jeśli ktoś kocha gitarę,to się z nim dogada. Przy okazji -
bardzo sympatyczny człowiek w obejściu, co ma znaczenie, jak ktoś lubi
kulturę. :)
Andrzej
Kuczkowski Pan Andrzej
specjalizuje się głównie w instrumentach klasycznych i...
Uwaga! - dawnych, takich jak np. znana nam wszystkim ;) chrota
celtycka. Do obejrzenia na jego stronie. Jest jednym z najlepszych w
Europie rekonstruktorów różnych cudeniek sprzed
kilku stuleci. Jego instrumenty wiszą w muzeach instrumentów
na całym kontynencie. Ale - i to jest ważne info - potrafi zrobić
gitarę akustyczną. Tanio wykonuje też różne drobne
przeróbki, poprawki, wymianę progów, ustawienie
itd.
Furch.
Linka do tych... rwał ich nać... nie podam. Najkrócej mogę
powiedzieć: jeśli chcesz wydać sporo forsy i kupić g..., bo u
warszawskiego dilera nie ma możliwości odsłuchania sprzętu, jeśli
chcesz zetknąć się z tragicznym serwisem gitary na gwarancji, jeśli
chcesz po zakupie w spokoju odkryć Wszystkie Cholerne Wady, a po
przeczytaniu tego dalej chcesz wydać kupę forsy, to znaczy, że jesteś
masochistą. A wtedy kup sobie ten badziew. Tu nie interesują mnie
opinie tych, którym udało się kupić dobrego Furcha.
Interesuje mnie moja (ciągle jeszcze) gitara, po fafdziesięciu
korektach lutnika.
Maton
Gitary używane przez Tommy'ego Emmanuela. Ma ich ok. 25 sztuk
i uważa za najsamlepsiejsze. Jeden egzemplarz jest w
posiadaniu naszego młodego wirtuoza gitary akustycznej - czapki z
głów! - Piotra Słapy.
Kirk
Sand Tych gitar używał m. in.
Chet Atkins, RIP.
John
Larrivée Jedne z
najlepszych gitar na świecie, klasy wysokiego Martina, Taylora itd.
Widziałem ostatnio, że najtańsze egzemplarze są naprawdę tanie -
800-1000 dolców. Jeśli ktoś ma zamiar kupować tu, w Polszcze
naszej, gitarę za ok. 6 tys. zeta czyli średnioniskiej klasy, to o
wiele bardziej opłaca się pojechać do Stanów i tam samemu
wybrać dobry egzemplarz Larrivée. Wyjdzie na to samo cenowo,
a sprzęt osłuchany, sprawdzony i wybrany.
Circa
Guitars Świetne, robione
głównie przez Johna Sloboda. Na nich m. in. gra Al Petteway.
Larry
Sifel, RIP Tych
instrumentów też używa Al Petteway.
McPherson
Guitars Nowatorskie rozwiązania
- ciekawe dla lutników. We wsi mówią, że sustain
tych gitar jest lepszy - dzięki innemu obelkowaniu i umieszczeniu
otworu rezonansowego w innym miejscu.
Matty
Baratto I jego gitary z pudełek
po cygarach - taka tam ciekawostka.
Stefan
Sobell No, jemu to się udało. AD
2000 jego najtańszy model kosztował ok. 4,000 tys. dolarów i
można go było kupić od ręki. Zdaje się, że kilka lat potem Martin
Simpson wygrał plebiscyt BBC na najlepszego gitarzystę folkowego - a
używa głównie gitar Sobella. Kiedy zapytałem lutnika, ile by
teraz jego najtańsza gitarka wyniosła i jak długo trzeba czekać, o...,
to było 8,000 dolarów, 10% przedpłaty i 2 lata pożądania.
Żona Ala Pettewaya - Amy White używa mandoliny Sobella.
Jeff
Traugott Z poprzednim wiąże go
ten sam gitarzysta - Martin Simpson. Oprócz tego można się
tu dowiedzieć, co to znaczy prawdziwa, lutnicza gitara, ile kosztuje i
jak się dobrzy lutnicy cenią. Jeff tak pisze o składaniu
zamówień (tłumaczę a vista): Traugott
Guitars z wyboru jest jednoosobowym warsztatem. W związku z tym
produkcja jest ograniczona. Pozwala mi to doglądać każdego aspektu
każdej robionej przeze mnie gitary, by być pewnym jakości instrumentu.
W takich warunkach produkcja nie może przyspieszyć, by wyjść
naprzeciw rosnącemu popytowi, a rezultatem jest lista oczekujących
wydłużająca się na kilka lat.
Jeśli jesteś zainteresowany złożeniem zamówienia, muszę
najpierw otrzymać bezzwrotną opłatę konsultacyjną dot. projektu w
wysokości 500 dolarów. Ponieważ nie jestem w stanie podać
cen wcześniej niż 2 lata naprzód, zobowiązuję się
podać cenę rok przed rozpoczęciem budowy Twojej gitary. Przed samym
rozpoczęciem budowy będę potrzebował 20% całej sumy w formie
bezzwrotnej płatności, po czym na 3 tygodnie przed wysłaniem
gitary muszę otrzymać całość.
Gitary wykonane w 2006 roku były wyceniane na 26,500 tys.
dolarów. Ta cena zawiera brazylijski palisander i robiony na
zamówienie luksusowy futerał Caltona.
Widzicie, Państwo - to są ceny prawdziwych gitar. A my tu marudzimy, że
drożyzna za gubernatora Tuska szaleje. Nie takie cuda zobaczycie.
Threet
Guitars Gitary używane m.in.
przez Tracy Chapman. Podaję ją nie dlatego, że jest świetną
gitarzystką, ale dlatego, że jej akustyk b. dobrze brzmi, więc warto
wiedzieć, na czym obecnie gra. NB - Tracy z taką gitarą możecie
zobaczyć na plakatach promujących jej koncert w Operze Leśnej w Sopocie.
Santa
Cruz Jedna z najlepszych na
świecie manufaktur. Tych zabawek używają m.in. Tracy Chapman, Eric
Clapton, Doc Watson, Tony Rice, Warren Haynes, Elvis Costello.
Greenfield
Guitars
Absolutna jazda, grają na nich Andy McKee, chyba Don Ross - głowy nie
dam, z popu to np. Keith Richards. Świetny sustain. I standardowa
procedura przy składaniu zamówienia :), proszę zobaczyć,
bardzo podobne zasady, jak u wyżej wymienionego Jeffa Traugotta, tyle,
że: "2008 prices begin at $12,700. [...] A $500 design/consulting fee
is required to reserve a spot on my build list and to begin the
ordering process. As my yearly production is limited, my build list
currently extends several years. With constant fluctuations in material
costs and international currency values, the price of your guitar will
be guaranteed at time of contact, one year prior to your build date. A
non-refundable deposit of 30% is required 60 - 90 days prior to my
beginning your guitar. The balance is due prior to shipping. All
guitars are shipped FedEx over-night. Prices do not include shipping,
insurance, taxes or duties. I DO NOT SHIP ANYTHING WITH UPS".
Andrew
White Guitars
A tu mamy fajną propozycję za rozsądną cenę: 2007 Base price: $3700.
Gra na tym Andy McKee.
McCollum
Guitars Ceny już od 10 tys.
dolarów i za tę kwotę można se kupić rewelacyjną
ciekawostkę: gitarę-harfę. Coś niesamowitego, tu
fotka.
Gitary-harfy
- lista
lutników. Polecam -
po prostu kilka godzin oglądania cudeniek, jakie robią lutnicy na całym
świecie. Łorning: można zgłupieć.
REK
Custom Guitars & Basses
Ta dam! Polska firma z Wielkopolski. Robią, wg tego, co piszą, tylko
gitary na zamówienie, fakt, elektryczne, ale zamieszczam ich
tu, bo wykonali b. fajny model dla Piotra Słapy, unikalne połączenie
basu i gitary jazzowej.
Loef
Guitars
Fińska firma, bardzo przyjemne brzmienie, gra na tym Martin Tallstrom.

![[Rozmiar: 6640 bajtów]](gitara_akustyczna-2.jpg)
|
Szanowne
i Drogie Państwo! Czyli tytułem wstępu.
Uprzejmie
ja Was proszę. Wy nie patrzcie się na skromność tej strony. Wy
patrzcie, że ja sam, samiutki robię ją w chwilach, gdy nie
robię tego, co robię zwykle, o. Prosty html, troszkę css, nic więcej,
jak słowo. Ona nie jest cymes, ale ona będzie cymes.
Przy tej okazji, z racji
wstępu czy też przedsłowia, ewentualnie przedmowy lub prologu chciałbym
podziękować wielu ludziom, którzy przysyłają mi co i rusz
jakieś miłe maile dot. skromnej przecież www. Daj Wam, Boże, zdrowe i
tłuste dzieci! I niech owce Wasze i wielbłądy parzą się na potęgę,
stada Wasze niech rosną, a wrogom Waszym niechaj uschną...
różne części ciała.
Zwracam też uwagę
Szanownych Odwiedzających, że wygląd strony podyktowany jest wygodą
czytania. A także prostą okolicznością: nie korzystam z żadnego
gotowego szablonu, ino dłubię to ręcami. Spróbujcie sami
sobie tak podłubać, zobaczymy, ile wytrzymacie.
Część
tekstów poniżej powstała aż AD 2001, znaczy wiele lat temu.
W wersji pierwotnej były to maile do bardziej i mniej znajomych.
Przerobiłem, zamieściłem, szkoda tyli klepania w klawiaturę,
żeby się zmarnowało, nie? No, właśnie, cieszę się, że się zgadzamy.
Teraz
oczywiście jestem starszy i mądrzejszy, dlatego wszystko pomału
poprawiam i udoskonalam, bo jeszcze to takie chaotyczne - jak każda
kompilacja kilku tekstów pisanych na różne
okoliczności. Brakuje tu tylko paru wierszy na cześć Stalina autorstwa
tow. Wisławy Szymborskiej i internetowego sklepu obuwniczego. Proszę
ino o cierpliwość, pytania, sugestie, uwagi
etc. Zaglądajcie tutaj co jakiś czas, bo apdejty są może nie
często, ale czasami. Coś z tym zrobię kiedyś, pewnie większy portalik
nt. akustyków. A proszę sobie wyobrazić, że początkowo była
to strona, w zasadzie stronka... A raczej, szczerze mówiąc,
stroneczka czy też mała stronunia nt. tylko konserwacji gitary.
Rzeknę też
krótko, dlaczego gitara akustyczna, a nie inna. Miało być
krótko, więc: Bo jest najlepsza. Szlachetne brzmienie
drewna, możliwość ataku twardej struny, odbicie itd.
Uwaga!
Niespotykaną u mnie błyskotliwość umysłu ;) zawdzięczam yerba mate.
Więcej info tutaj: Sklep
z Yerba Mate oraz tutaj: Forum
Yerba Mate. Bez kitów
- w pracy się mnie pytają, co paliłem, taki pałer. Zamiast czarnej
kawiory (nie mylić z kawiorem ;) w trakcie prób, polecam
mate Cruz De Malta (despalada czy jakoś tak - same listki bez gałązek).
Najsilniejsza w Europie, a ćwiczyć się po tym chce, że hej!
Licznik
założyłem jakoś w październiku AD 2007. Czyli teraz ok. 60
odwiedzin dziennie. Dzięki, miło mi. Szkoda tylko, że grafika kiepska,
ale nie można mieć wszystkiego.
Nazad!
KONSERWACJA GITARY
akustycznej i klasycznej (a jeśli komuś wola, to i elekstrycznej),
codzienna higiena (zęby, uszy...) - uwagi natury ogólnej
Uwagi ogólne.
ZAWSZE myj ręce przed
graniem. Brud, tłuszcz i pot osiadają na strunach i podstrunnicy.
Struny szybciej tracą barwę, łatwiej pękają i szybciej przestają
stroić. Straty w podstrunnicy są nie do odrobienia - tłuszcz i pot
wyżerają pomału drewno. Pamiętaj, żeby mieć spraną, lnianą ściereczkę
do wycierania strun po grze - każdorazowo. Co dwa, trzy
dni można struny przetrzeć spirytusem (albo benzyną) tak, aby
usunąć, ile się da, brudu etc. Do czyszczenia strun można też se kupić
specjalne płyny, ale to trochę kosztuje: Dunlop ma String Conditioner,
a Planet Waves oferuje String Cleaner.
Od jakiegoś czasu dołączył do tego towarzystwa GHS i ma w ofercie
bardzo ciekawy dżinks jednocześnie do czyszczenia strun, gryfu,
podstrunnicy, który - UWAGA! - zwiększa poślizgowość struny
i wycisza przez to szmer przy przesuwaniu palców, co jest
dość istotne. Klikamy na link, a potem na Accesories z prawej: GHS
Fast Fret™. Popytajcie
w sklepach, w Wawie miewa to Rock'n'roll.
NIE WOLNO
spirytusem/benzyną przecierać podstrunnicy. Ale da się ją wytrzeć, tak
w ogóle, nie zdejmując strun, choć nie będzie to
dokładne. Zarówno podstrunnicę, jak i całą gitarę
należy conajmniej raz na trzy miesiące wyczyścić kremem NIVEA
(sposób skuteczny, prosty i domowy czyli tani). No, to
zależy od gitary. Bo jeśli mówimy o Martinie za $5000, to
trzeba będzie kupować różne specyfiki do różnych
części gitary. Normalnie starcza Nivea. Ma właściwości natłuszczające i
nawilżające zarazem. I takie cóś jest potrzebne. Gdyby ktoś
miał jakieś wątpliwości, to jest to rada śp. Marka Blizińskiego, a ten
gość znał się na gitarze. Nie używaj innego kremu kosmetycznego.
Ba, tu - po latach - mogę
śmiało dodać inną uwagę: ONLY NIVEA! Teraz to widzę - jest
bezpieczniejsza dla amatorów :) Tzn. amatorzy zazwyczaj mają
słabszej jakości gitary i bywa, że ich podstrunnica jest... malowana na
czorno. Właśnie czyściłem koleżance gryf przed zmianą strun i chciałem
to zrobić metodą "fast'n'easy" czyli wziąłem prefesjonalny cytrynowy
olejek Planet Wavesa do podstrunnicy. A tu patrzę-ci ja, patrzę na
watkie, co ją w ręce mojej prawej miałem, a na niej (watce) ewidentnie
farba. Czarna jak..., wiecie, co. No, i schodzi ta farba, schodzi i
schodzi... (poczekajcie, jest już chyba w piwnicy, muszę po nią
pójść) i nie chce przestać. Szybko wytarłem olejek do sucha,
farbka jeszcze troszku złaziła, ale nałożyłem Niveę i pomogło. Gryfik
czysty, cały i zdrowy. Oczywiście tego rodzaju problemów nie
będą mieli posiadacze gitar nieco wyższej klasy - podstrunnice są tam z
litego drewna, bez kolorków.
Po kilkunastu latach
grania na kilku instrumentach polecam metodę "na Niveę" także
profesjonalistom. Gitara pięknie się konserwuje, zachowuje przez lata
piękny kolor, jakość politury itd. Oczywiście, jeśli trzeba uzupełnić
drobne ryski - konieczny jest profesjonalny płyn, o czym niżej.
Jak czyścić gryf
(dokładniej - podstrunnicę) i resztę gitary? Po zdjęciu strun "namocz"
całą gitarę kremem Nivea - lekką warstwą przesmaruj na noc. Troszkę
więcej połóż na podstrunnicę, bo tam krem będzie musiał
rozmiękczyć brud.
OK. Krem przeleżał noc i
dzień. Wracasz z pracy, szkoły, studiów* (*właściwe
zakreślić), bierzesz watę i ścierasz krem, jednocześnie czyszcząc
gitarę, szczególnie podstrunnicę. Czyścisz tak długo, aż nie
będzie śladu brudu na wacie. Możesz jeszcze raz położyć krem i czyścić.
Po wszystkim dokładnie usuń krem, aby gitara nie była tłusta. Potem
wypoleruj spraną, bawełnianą tym razem, ściereczką. Idealnie wchłania
resztki tłuszczu i nadaje świetny połysk. Genialna do tego celu jest
stara, porwana, biała podkoszulka abo jaki biały T-shirt. Tak, bokserki
też mogą być, byleby białe.
Podstrunnica.
Na co dzień i na szybko do lepszych gitar polecam profesjonalne
produkty Planet Waves i Dunlopa. Chłopaki się postarali byli, nie ma
co. W tej chwili na rynku są dwa najpopularniejsze cytrynowe
olejki do podstrunnicy - Dunlopa Ultimate Lemon Oil
oraz Planet Waves Lemon Oil.
Rozwiązanie ciekawe, ponieważ olejki eteryczne z cytryny mają
właściwości antyperspiracyjne, więc jak się przed koncertem zmienia
struny i przeczyści podstrunnicę, to palce się mniej pocą. (Hehe,
powiem Wam w tajemnicy - tylko trochę mniej :))) Jak nie mam czasu na
Niveę, np. koncercik za 4 godziny, to używam Planet Waves, bo Dunlopa
się wziął był i skończył w sklepie. Oferta tego rodzaju
olejków do podstrunnicy stale się poszerza - inni producenci
dołączają, więc naprawdę jest w czym wybierać.
Wymieniłem właśnie plusy
dodatnie tych olejków cytrynowych. Teraz na czas na plus
ujemny. Otóż właściwości antyperspiracyjne powodują, że
najwyraźniej - po użyciu olejku cytrynowego przed koncertem - palce
robią się tępe. A podczas gry to jest no good. Jeśli już gramy koncert,
to trzeba się nastawić na to, że struny po nim nadają się do wywalenia,
a ważniejsza jest jakość muzyki i lekkość gry. Tępe palce, z trudem
przesuwające się po strunach tego nie ułatwiają. Co zrobić? Proponuję
rozwiązanie optymalne: najpierw podstrunnicę wyczyścić olejkiem
prefesjonalnym, bardzo dokładnie po tym wytrzeć, nałożyć odrobinę
Nivei, wyczyścić, nałożyć odrobinkę raz jeszcze - i sczyścić, ściągnąć,
do sucha wypolerować. Wtedy jest git. Ewentualnie można
spróbować tego czyszcząco-poślizgowego Fast Freta GHS, jest
naprawdę niezły.
Pudło
rezonansowe i gryf. I tutaj
też mamy spory wybór. W Polsce zasadniczo Planet Waves i
Dunlop są dostępne. A złe nie są. Przejrzyj sobie, Drogi Czytelniku,
całą ofertę Dunlopa,
bo jest to tak bogate, że aż oczy bolą. Jeszcze 12 lat temu człowiek
mógł marzyć o czymś takim. Są zestawy dla
perkusistów, do czyszczenia pieców, no, kurde,
niedługo stworzą specjalny szampon do włosów dla
trashmetalowców, a inny dla rasta. Zwłaszcza polecam Twej
szlachetnej uwadze podstawowy zestaw dla gitarzysty czyli System 65 Guitar Tech Kit. Można
tam znaleźć również specjalne "odżywki" do pudła,
które - uwaga! - zapełniają drobne ryski na lakierze.
Podobne rzeczy oferuje również Planet
Waves: płyn do czyszczenia
strun, do odnawiania lakieru, do podstrunnicy - no, same cacka, brać,
wybierać i używać. W tej chwili niemal wszystkie większe firmy mają
pierdułki do konserwacji gitary: GHS
czy Gibson,
Fender.
NIGDY nie używaj WODY
bezpośrednio na gitarę - unikamy deszczu, nie wchodzimy pod
prysznic z gitarą - nawet gdyby była tak atrakcyjna, jak pani Zdzisia
spod dwudziestki. Woda na gitarze to zbrodnia karana publiczną chłostą
i dybami. Jeśli masz plamę od soku czy piwa, a jesteś poza domem,
delikatnie zwilż szmatkę, oczyść zabrudzenie i zaraz
wytrzyj do sucha.
NIGDY nie przenoś gitary
z mrozu do ciepłego pomieszczenia i na odwrót. Unikaj
chłodzenia i przegrzewania. Skoki temperatur są zabójcze dla
drewna, miejsc łączenia belek i innych takich. Jeśli już zdarzy Ci się
nieść instrumentum na mrozie, to w domu nie otwieraj futerału od razu
ani nie kładź go obok źródła ciepła. W ogóle NIE
trzymaj gitary obok piecyków, kaloryferów itp.
Powoduje to wysychanie i wypaczanie. Optymalna wilgotność dla gitary to
45-55%, więc jeśli mieszkasz w klimacie średnio wilgotnym, to w lecie
nie musisz jej nawilżać. Natomiast w zimie, jeśli jest
klimatyzacja/ogrzewanie w blokach, z reguły trzeba nawilżać powietrze.
Np. można do gitary wrzucić małą marchewkę (baby carot) albo jakieś
pół małego ziemniaka (po przekrojeniu wytrzyj - woda etc.).
Jeśli gitara jest za sucha, sama zobaczysz, jak marchewka po kilku
dniach (2-3) zrobi się jak wiór. Możesz se go żuć, ale po
co? Wyrzuć i włóż następną. Uważaj, żeby nie przedobrzyć, bo
zacznie pleśnieć. Jeśli w ciągu tygodnia nie zrobi się sucha, to
wyjmij, odczekaj dwa tygodnie i dopiero wtedy daj jej pić. I
znów - jest to rada Blizińskiego, RIP, a nie mój
wymysł. Bliziński pisał też, że można tego kartofla albo marchewkę
wpierdyknąć do futerału. Też działa. Jeden z rasowych
lutników, Judy Threet (link do jego strony po lewej), o
metodzie "na ziemniaka" pisze na swojej stronie. Ech, żebym ja to
wiedział, kiedy miałem 18 wiosen, to by mi się pierwsza gitara nie
rozeschła i nie straciła basów. Bo:
W całych tych zabiegach
chodzi o to, żeby gitara, nadmiernie schnąc, nie straciła niskich
dźwięków i nie zaczęła pękać ani się rozklejać. Czasami w
gitarach są takie małe woreczki z granulkami i sprzedawcy
mówią, że to musi tam leżeć i żeby pod żadnym pozorem tego
nie wyciągać. Otóż stanowczo i głośno, z wysokości trybuny
tej odpowiadamy wichrzycielom: Kurna, NIE! W suchym klimacie (czyli w
Polsce albo gdziekolwiek indziej, kiedy ogrzewanie jest włączone) jak
będzie ten woreczek leżał, to gitara zacznie się wypaczać,
gryf krzywić, krawędzie progów wyłazić i ranić palce, a w
skrajnych przypadkach - gitara z tęsknoty za wodą pęknie. Tak, serio.
Znam takie przypadki, i to moich znajomych, których
uprzedzałem. Ale... nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. A
wracając - te woreczki są potrzebne w klimatach o dużej wilgotności
powietrza - pochłaniają nadmiar wilgoci, któren powoduje
zmulenie barwy gitary.
ALE,
uwaga na marginesie, kątem oka i apropos!
W Polsce również można mieć nadmierną wilgotność powietrza,
która wpływa na zachowanie gitary. Np. przez ostatni miesiąc
(czerwiec AD 2009) mieliśmy cholernie wielką wilgotność przez śtery
tygodnie i co? Ano, nie mam klimatyzowanego pomieszczenia na swoje
pudło i gitara lekko "spuchła", co jest, oczywiście, logiczne. Nadmiar
wilgoci w drewnie. A konkretnie, co może się stać? Drewno robi się
bardziej elastyczne (wilgoć) i prócz spaczenia gryfu (u mnie
OK) może np. wybrzuszyć się płyta główna pod wpływem naciągu
strun na mostek. Logika i fizyka. Tyle, że wtedy akcja horrendalnie
idzie do góry. U mnie była już taka różnica, że
gitarę "odstawiłem do kąta", spuściwszy struny, żeby lekko przeschła
bez naciągu czyli żeby płyta główna usztywniła się, będąc w
stanie płaskości. (Bardzo to pięknie zabrzmiało, wiem). Po jednej dobie
płyta już się wyrównała, ale chcę, żeby straciła nadmiar
wilgoci, bo inaczej naciągnę i znowu akcja pójdzie w
górę.Koniec uwagi.
W sumie to należałoby mieć ze trzy podstawki/prożki/podstrunniki na
różne okazje. :)
Dziś są już dostępne,
Planet Wavesa oczywiście, fajne nawilżacze.
(Nie wiem, czemu, ale w tej chwili można kupić tylko cały zestawik, nie
ma tych prostych zewnętrznych do futerału). Jest wersja z miernikiem
wilgotności i bez. Polecam, ale... UWAGA - trzeba do tego używać wody
demineralizowanej, jak do żelazek etc., bo inaczej to zielone cuś, co
się nasącza w środku, się weźmie i zapcha kamieniem. Mnie się tak
zrobiło i będę musiał kupić nowe. A to boli.
Najlepiej, oczywiście,
jest kupić dobry nawilżacz powietrza do całej chałupy i w sezonie
grzewczym jechać na tym dzień w dzień. Wtedy nie trza się martwić o
gitarę. Rzec muszę, iż nawilżacze ultradźwiękowe najlepsze nie są.
Miałem takie dwa - wiem, co mówię. Najlepsza do tego jest
Venta. Na ich stronie jest - jak
przed chwilą zobaczyłem -
rekomendacja Nigela Kennedy'ego. Chłopak się martwi o swoje skrzypce i
na to zmartwienie najlepiej robi mu Venta. A na serio to jest to jedyny
nawilżacz, który utrzymuje taką w zasadzie naturalną
wilgotność. Tylko że drogie, jak cholera.
NIGDY nie
machaj gitarą trzymając ją za główkę albo za szyjkę przy
główce. Jak widzę kogoś, kto tak robi, to mam ochotę też
złapać go za główkę i pokręcić. Jedyne miejsce na gryfie,
gdzie można chwycić gitarę i nią kręcić, jest tuż przy pudle. Zresztą
powiedziałem Ci wcześniej o napięciu gryfu, więc jeśli nie spałaś na
fizyce, to sobie dopowiesz resztę. Gitarę można wieszać za
główkę gryfu, ale musi ona wisieć pionowo. Gitara, nie
główka. O stojakach, wieszakach, karabinkach snajperskich
(że co!!!???) itp. przeczytasz tu, w dziale Akcesoria.
NIE PUKAJ w gitarę. Chyba
że jesteś Tommym Emmanuelem. Jesteś? :)))
Uważaj na paznokcie na
lewej ręce, żeby nie rysowały podstrunnicy.
Nie gryź gitary ani nie
kop w rozpaczy. Nie pluj na nią - było o nadmiarze wody, rozumiesz...
To chyba wszystko z
podstawowej konserwacji.
Nazad!
WYBóR STRUN
Sprawa macała się tak. Ze
strunami należy eksperymentować i nie ma co tu wstawiać kitu, że tylko
takie lub owakie albo śmakie są najlepsze. Aczkolwiek Martiny podobno
biją inne na głowę ;))))) Każdy początkujący gitarzysta czyli giermek
lub pogit (he, na to słówko se rezerwuję copyright by
www.gitara-akustyczna.pl) niechaj kupuje sobie struny różne,
różniste, w kształcie grzyba i cygara, zakłada i
sprawdza: jak brzmią, jak się mu/jej gra. Struny należy dobierać do
stylu grania i muzyki tudzież do gitary. Jeśli ktoś lubi soczyste,
hałaśliwe brzmienia, niech szuka phosphore bronze, jeśli ktoś lubi
bardziej gładkie, czystsze - bronze, bronze & silk.
Istotny
jest rozmiar strun czyli ich grubość oraz naciąg (tension).
Wielu początkujących gitarzystów - pogitów myśli,
że jak założy najcieńsze, to będzie miało najfajniejsze brzmienie. Nic
bardziej mylnego. Im grubsze struny, tym łatwiej się je stroi (mniejsza
różnica między pierwszą a ostatnią struną), tym więcej mięsa
w brzmieniu - po prostu jest co atakować. I tym niższą akcję można
ustawić, bo amplituda drgań struny mniejsza. Wybitni gitarzyści
akustyczni używają co najmniej tzw. dwunastek 0.012, a najczęściej
0.013 - o, np. Martin Simpson. Taki Tommy Emmanuel używa tyż
12 i 13, zależy, jak mu leży. Na gitarze.
Aha, nie
bójta nic grubszych strun.
Zasada jest taka, że na początku trochę boli, ale jak to lubisz, to
potem jakoś pójdzie. Potem palce się przyzwyczajają i
dopiero wtedy jest blues jak ta lala. Albo lala tamta.
Jak wspomniałem byłem,
ważne jest, by dobrać struny do gitary, tzn. grubość strun do menzury,
ewentualnie można delikatnie zmienić menzurę, by skompensować nią
grubość strun. Proszę Łaskawe Państwo se porównać np.
komplet 11 Martinów i d'Addario. Rozmiar niby ten sam, a
środkowe struny mają różne grubości, a więc będą
różnice w strojeniu. Podam przykład: zazwyczaj używam
bronzów d'Addario 12 (gitara fabrycznie robiona była na 11,
a więc nie chcę eksperymentować z 13, bo gryf by się poddał - kiedyś
siemi tak zdarzyło z inną gitarą). Raz nie było tych strunek d'Addario,
sprzedawca polecił mi EXP (Extended Play - wyjaśniam poniżej) firmy DR
- też dobre, solidne, na innej gitarze całkiem dobrze się sprawowały.
Wziąłem i... masakra. Po prostu nie dało się nastroić, chociaż
temperatura nie była za wysoka, ok. 21 st. Na marginesie - optymalna
temperatura dla strun to 19-22 st. Poniżej jeszcze jakciemogie, ale
powyżej - zaczynają fiksować.
Insza
ciekawostka: jak sprawdzić, czy
nowe struny, cośmy je sobie właśnie kupili byli i założyli, są dobre. A
tak, bo zdarza się, że i nowe struny mają jakieś wady. Otóż
po założeniu i naciągnięciu do pi razy oko standardowego stroju (A440)
należy strunę każdą uderzyć w okolicy 12 progu. Po czym uważnie
obserwować jej drgania aż do całkowitego wybrzmienia. Dobra struna
powinna tworzyć gładką falę, bez żadnych dodatkowych
"wężyków" pojawiających się w różnych fazach
wybrzmiewania na onej "mgiełce". Jeśli coś takiego pojawi się, to
wiadomo, że problemy ze struną mogą być od samego początku - będzie
trudniej ją nastroić, szybciej straci barwę i strój. Co
robić? Ano cóż, to jest rada dla raczej
zawodowców, którzy utrzymują się z grania. Trzeba
kupować dwa albo trzy komplety (sic!) i składać z nich jeden dobry.
Jakie struny polecam? Na
pewno nie polskie, niestety. My zdolne ludzie jesteśmy, wierę, Polak
potrafi i za lat kilka - jeśli będzie rynek na struny - jakiś polski
wynalazca wynajdzie i opatentuje technologię taniej produkcji strun
dobrej jakości. Na razie zdać się musimy na produkty hamerykańskie
d'Addario, Martin, GHS, DR itd. To wcale jednak nie jest takie
proste: okazuje się, że amerykańscy producenci wysyłają do Polski
najgorszy szmelc, struny z najbardziej usterkowych serii, a u siebie na
kontynencie zostawiają najlepsze. Pewnie najtaniej wyjdzie zamawiać
przez net ze Stanów.
Gorąco odradzam struny,
które od kilku lat są coraz bardziej popularne czyli o
wydłużonej żywotności. Będą to EXP w wydaniu d'Addario, PolyWeb i
NanoWeb Elixirów i pewnie coś tam jeszcze się znajdzie - w
tej chwili niemal każda większa marka ma już taką odmianę.
Najpierw kilka
słów wyjaśnienia. Technologia
Extended Play (dalej będę zwał
takie struny krytymi) polega na kryciu strun specjalnym teflonem czy
tam innym plastikiem, jego rodzaj dla naszych filozoficznych rozważań
nie ma szczególnego znaczenia. Dzięki temu czemuś tłuszcz,
brud i pot nie niszczą tak szybko owijki i rdzenia, struna dłużej stroi
i ma akceptowalną barwę. Mamy tu dwie główne wersje tej
technologii. Elixir pokrywa całą strunę, już z owijką, owym plastikiem:
wersja z grubym PolyWeb i z cienkim NanoWeb. Poly jest trochę trwalsze
i tańsze, niż Nano, a te ostatnie znowu lepiej brzmią, bo mniej na nich
plastiku. Fizyka, znaczy się.
Druga wersja, stosowana
przez d'Addario w ich EXP, polega na pokryciu plastikiem najpierw
owijki, a potem nawinięciu jej na rdzeń. Daje to trochę
krótszą żywotność (brud jednak wchodzi między zwoje owijki),
ale dużo lepsze brzmienie, porównywalne z tradycyjną,
czystą struną.
Ogólny problem
z obydwoma typami krycia strun jest taki, że od początku brzmią one
nieco gorzej (to "nieco" zależy od w/w technologii) niż struny czyste,
niekryte. Barwa jest trochę zamglona, rzekłbym. Później
jednak rzeczywiście dłużej trzymają strój i swoje
właściwości. Czyli zwykłe d'Addario na początku będą brzmiały lepiej
niż EXP, potem jednak zaczną szybko tracić pierwotne właściwości, a EXP
- odwrotnie. Na początku będą brzmiały gorzej niż czyste, a potem
lepiej.
Struny kryte wedle
słów reklamy mają brzmieć "5 razy dłużej". Fajnie, ale
niestety, żywotność strun zależy przede wszystkim od chemii
skóry gitarzysty. Przemyślcie więc czipsy i Colę
:))) Dla przykładu: kiedy siedzę w domu i spokojnie ćwiczę na bronzach
d'Addario (później wyjaśnię, czemu wolę bronzy), starczają
mi na jakieś 35 godzin grania. Wystarczy jeden koncercik, małe granie
przed publicznością (trochę adrenalinki) i po 2
godzinach muzyki są ciemne ślady na nowych strunach. I wiem, że jeszcze
postroją i pobrzmią jakieś 15 godz. Te same zjawiska dotyczą strun
krytych - "żyją" WZGLĘDNIE dłużej.
Skoro one takie cudowne,
te kryte struny, to czemu je odradzam? Hmmm... muszę uściślić: odradzam
tym, którzy często (więcej niż raz na
tydzień) występują przed publiką i przywiązują wagę do jakości
brzmienia. Jeśli ktoś ma zamiar siedzieć 2 tyg. w domu i ćwiczyć 5-6
godz. dziennie - wtedy kryte struny są idealne. Zatem do rzeczy czyli
kalkulacji. [Uwaga! Wszystkie podawane tu ceny zależą od aktualnego
kursu dolara, więc trzeba na piżonco sprawdzać]. Najtańsze bronzy
d'Addario w Warszawie są w Metrze Centrum po 24 zeta sztuka, a już w
Arkadii też same wiszą po jakieś 35, różnica - rzekłbym -
horrendalna. [W podobnej cenie, 24? polskich
złotych, w tym samym Metrze Centrum (nie robię kryptoreklamy!!
:))) są bronzy Martina]. Tanio, powiedziałbym, ale to pewnie dlatego,
że oni są oficjalnymi dystrybutorami d'Addario i Planet Waves w Polsce.
Bardzo tanie struny Martina ma również warszawski Rock and
Roll - sklep się rozwija, właśnie podzielili się na część gitarową przy
Metrze Politechnika, obok Remontu i reszta w starym miejscu. Jak na
razie spotkałem się tam z b. miłą obsługą, więc póki co -
polecam.
Elixiry PolyWeb
(najdłuższa żywotność, gorsze brzmienie) w sieci kosztują ok. 65 zeta.
W sklepach różnie, ale przyjmijmy, że ok. 70 PLN. Wg reklamy
powinny brzmieć dobrze 150 godz. - średnia dla strun, jaką się
przyjmuje, to 30 godz., więc to jest odnośnikiem. Ale nie bądźmy tacy
surowi - ja tam widzę, że po 20 godz. najlepsze czyste struny już coś
tam tracą na stroju. Czyli dajmy Elixirom szansę: 100 godz. dobrej
jakości dźwięku i stroju :)))
Mamy więc 1 egz.
Elixirów za 70 zeta (przynajmniej za tyle był AD 2007, teraz
może być trochę taniej). Za tyle samo mamy 2,5 kompletu
bronzów d'Addario i Martinów. A jak się kupi 5
egz. jednego rodzaju strun, to napewno da się stargować do 21 zeta za
sztukę. Czyli za 70 zł jedne Elixiry, za ok. 100 zł mamy 5 sztuk
d'Addario. Pytanie dla bystrzaków: Które struny
będą brzmiały lepiej po 90 godz. grania? :)))))))) Bo z mojej praktyki
wygląda to tak, że przy 90 godzinie grania mam świeżutkie, pachnące
;)), idealnie brzmiące strunki, a gdybym używał Elixirów, to
po tym czasie już nie mógłbym nawet na nich ćwiczyć w domu
ze względu na utratę stroju. A teraz, po paru miesiącach dodać mogę, że
ceny się zmieniły. Ale nie zmieniła się idea naczelna. Czyli
główna. Albo zasadnicza ewentualnie podstawowa lub
fundamentalna.
Jedyny szkopuł to częsta
zmiana, ale jak się używa tego urządzenia Planet Waves (chodzi
o ProWinder) - problem znika, a
ma się zawsze czysto i dobrze brzmiące struny. Mam toto w
najprostszej wersji bez nożyczek, mimo tego uważam, że jest to
absolutnie rewelacyjne ułatwienie - 4 gadżety w
jednym (nawijacz do basu, klasyka, elektryka i akustyka, wyciągarka
kołków z mostka oraz w rączce mamy wyżłobienie do ręcznego
podciągania strun). To ustrojstwo
jest nieporównywalne z analogicznym Dunlopa (tylko
nawijacz). No, ale to już prawie następny temat, czyli zmiana strun.
Nazad!
ZMIANA STRUN
e1 -----------
h ------------
g ------------
d ------------
a ------------
e6 -----------
"e1" to najcieńsza, "e6"
najgrubsza.
ZAWSZE ściągaj, stopniowo
luzując struny od krańców.
Zatem, trochę popuść "e1", potem "e6", "h", potem "a", potem "g", potem
"d". I apiat' popuszczaj w ten sposób. O co w tym chodzi?
Kiedy struny są założone i nastrojone w A440 (standard strojenia
większości instrumentów), to na gryf działa od ok. 100 kg
wzwyż - zależy od typu strun. Czyli tak jakbyśmy Ty i ja się
uwiesili na gryfie ;). Potworna siła naciągu. Jeśli gwałtownie
zdejmiesz krańcową strunę, to gryf będzie nierównomiernie
obciążony - będzie się wypaczał. Rozumiesz - gryf jest dostosowany do
bardzo lekkich zmian pozycji, ale w przód i w tył, a nie
skręcania w prawo i lewo.
I tak samo zakładaj
struny, logicznie - najpierw dwie środkowe lekko, potem dwie następne,
potem ostatnie dwie - najcieńsza i najgrubsza. I potem podciągaj
stopniowo w tej samej kolejności.
Powyższe nie dotyczy
gitar elektrycznych z blokowanym mostkiem typu Floyd Rose czy Edge. Tam
należy wymieniać struny po kolei, utrzymując ich normalny naciąg. Czyli
najpierw "e1" zdjąć, założyć nową, dostroić, potem "h" itd.
O, nie należy wymieniać
pojedynczych strun. Jak jakaś pitolnie - cały
komplet do wymiany. Tak, wiem,
że za rządów gauleitera Tuska gospodarka leci na ryj i nie
ma tyle kasy :)) No, ale to jest uwaga dla tych, którzy
cenią sobie minimum poprawności brzmienia.
Kolejna rzecz. Mili
Czytelnicy czy tam Goście! (Jacy Wy tam mili...;)) Zdarzają się osoby,
które (nie wiedzieć, czemu) sądzą, że nowe struny na gitarze
są jakby nie ten tego tam... No, stare to jare, znaczy: dobrze uleżałe,
a co nowe, to wiadomo - musi się dotrzeć. Nic bardziej mylnego. Tylko
nowe struny brzmią prawidłowo, pachną ładnie ;))) stroją pięknie, no i
w ogóle. Oczywiście
są wyjątki, ale o tym za moment. Owszem, jest potrzebna chwila czasu na
naciągnięcie (w przypadku strun nylonowych do gitar klasycznych trwa to
dłużej), ale to jak z dobrymi butami - pierwszy dzień jest OK, ale
drugi - super. Potem się zjeżdżą i trzeba nowe :)) Jak pisałem
wcześniej, średni czas żywotności strun to 20 godz. Producenci of
course podają 30 :), ale przyjmuję, że struny straciły
żywotność, jeśli jedna z nich przestała stroić.
Dygresja
dot. głównie (acz nie tylko) gitary klasycznej i naciągania
strun. Zdarza się czasami, że
niektórzy osobnicy płci obojga przyspieszają proces
"opadania nowych strun". Tzn. od początku: jak się struny założy,
naciągnie do standardowego stroju A440, to za moment one opadną i znowu
trzeba je naciągnąć. (Trwa to ok. 48 godzin - nylony, 1 godz. -
metalowe, zależy od strun i prawidłowego, ścisłego
nawinięcia). No i oczywiście co zmyślniejsi naciągają struny
dużo wyżej, coby spadały z większej wysokości. Albo... biorą take
strune w renke ok. XII progu i dawaj ją, naciągają ręką ze wszej siły.
Owszem, doraźnie pomaga. Problem jednak w tym, że każda struna jest
fabrycznie dostosowana do określonej wysokości dźwięku (tym samym siły
naciągu). Stosując bez umiaru powyższe "usprawnienia" można strunę
"przeciągnąć" czyli - korzystając z obuwniczej analogii - nowe buty za
szybko przydeptać. Taka struna traci wtedy swoje pierwotne właściwości,
brzmienie nie to, jakoś stroić idealnie nie chce... Co nie znaczy, że
naciągnięcia strun nie można przyspieszać. Można, ale:
w przypadku metalowych
strun też obowiązuje ostrożność w ręcznym wspomaganiu, ale już nie
taka, jak przy nylonowych. I przy jednych, i przy drugich można
przyspieszać nabieranie właściwego naciągu czyli pomagać opadaniu
ręcznie, ale trzeba to robić delikatnie, by nie przesadzić. Najlepiej
grając jakieś bluesowe vibrato ok. XII progu. Planet Waves ma taki
fajny sprzęcik do nakręcania strun (ProWinder
- wspominałem wyżej), w którym są jednocześnie inne
urządzonka, między innymi właśnie naciągarka do już założonych strun.
Trza z tym uważać, bo łatwe jest w użyciu - jak kupiłem, to przy
drugich zmienianych strunach trzasła mi "e1".
Nazad!
STROJENIE
Na razie
krótko, węzłowato i na temat - czyli jak zawsze ;)) Dokładnemu
strojeniu należy poświęcać - wbrew pozorom - wiele czasu.
Chodzi o to, by uczyć się słyszeć wszystkie
brudy, przyzwyczajać ucho do coraz dokładniejszego stroju.
Tego naprawdę można się nauczyć, ba! - nawet tzw. "absolutne
słuchy" musiały się wyszkolić, by słyszeć najmniejsze
różnice. Geny genami, a praca pracą. :))
(Mój stryjeczny wujek Einstein Albert mówił, że
geniusz to 95% pracy i 5% talentu). Nie dajcie się nabrać na koncercie
na tanie efekty (vibrata, legata, szybkie przebiegi), gdy gitara nie
stroi. Czystość stroju to podstawa. Zasada:
za każdym razem, gdy słyszy się fałsz, stroić możliwie najdokładniej,
tak, by go nie słyszeć. Jeśli
się nie da - czas na wyższy poziom :)) czyli albo nowe struny albo nową
gitarę. :))
Sposób
strojenia wg McPhersona - zalecany do jego gitar, ale z powodzeniem
można go stosować w innych dobrych akustykach. Najpierw stroimy
oczywiście "e1" na V progu do kamertonu lub innego urządzenia dającego
dźwięk A440. Potem dostrajamy "h" do "e1" i można to robić na dwa
sposoby. Profesjonalny - na ucho dwie puste struny muszą brzmieć w
czystej kwarcie, początkującym polecam sprawdzanie poprzez
przyciśnięcie "h" na V progu - obie struny mają brzmieć identycznie.
Można także sprawdzić to flażoletami: "h" na V progu, "e1" na
VII - mają być identycznej wysokości. Rada dodatkowa: gdy
różnica w stroju jest minimalna, prawie niesłyszalna,
flażolety są pomocne dzięki słyszalnym w pudle wibracjom. Im dalej od
właściwego stroju, tym te wibracje są szybsze, im bliżej - stopniowo
zwalniają do momentu, gdy przestają być słyszalne. Wtedy jest perfekt.
:) Metodę flażoletową opiszę dokładniej później,
niemniej już trza powiedzieć, że jest ona głównie użyteczna
w pluggniętych instrumentach czyli elektroakustykach, elektrykach i
basach. Owe wibracje są, dzięki nagłośnieniu, idealnie słyszalne. Same
akustyki muszą być niezłej klasy, żeby można było posługiwać się
flażoletami - po ich jakości zresztą m. in. rozpoznaje się dobrą gitarę.
Dobra, dalej
ciągniemy strojenie wg McPhersona. Jak już mamy absolutnie
idealnie nastrojone "e1" i "h",
wtedy dostrajamy "g" do "e1" uderzając "g" na IX progu. Potem stroimy
"d" do "h" uderzając "d" też na IX progu. Następnie przechodzimy do
flażoletów. Stroimy "a" do "e1", uderzając pustą "e1" i
flażolet na "a" na VII progu. "e6" stroimy do "e1" uderzając pustą "e1"
i flażolet na "e6" na V progu. Można tu zastosować też wersję taką:
flażolet na "e6" na VII progu do pustej "h".
Innym sposobem,
wymagającym nieco wprawy uchowej ;), jest strojenie w oktawach.
Otóż się stroi "e1" do wzorca, następnie pustą "h" stroi się
do dźwięku "h" na strunie "e1" - to jest na VII progu. Aż będzie czysta
oktawa. Potem strunę "g" stroi się do dźwięku "g" na strunie "h" itd.
itp. Też działa, ale naprawdę trzeba ucha. Przy okazji dopiszę coś o
stroju nierównomiernie temperowanym (pitagorejskim,
Didymosa) i równomiernie temperowanym, o komacie
pitagorejskim, ale ogólnie powiem, że nie wiadomo, dlaczego
nie da się w przyrodzie uzyskać idealnego stroju na gitarze. Można
osiągnąć przyzwoity kompromis, którego ludzkie ucho już nie
będzie łapać.
Nazad!
USTAWIENIE GITARY
(setup)- czyli akcja strun, miękkość, profil gryfu, gdzie i jak to
wszystko regulować, a także czego nie ruszać, żeby nie
spi...zepsuć instrumentu :))))
Najważniejsze: jak się
coś spitoliło - nie kombinuj. Zapomnij o superglue, kropelkach albo
innych cudach. Najlepiej zanieś lutnikowi - niech oceni. Lutnik, jak to
każdy fachmen, jeden jest dobry, drugi... mniej dobry. :))) Ale
przynajmniej jest mniejsze ryzyko, że się coś zrąbie na stałe.
Uwaga
podstawowa: nie istnieje jeden, właściwy setup gitary.
Nie ma czegoś takiego, jak "akcja na XII progu (lub przy siodełku)
powinna mieć dokładnie tyle i tyle". Wszystkie parametry ustala się z
lutnikiem w oparciu o potrzeby konkretnego gitarzysty.
Uwaga ogólna
:)))) W Polsce nie ma zbyt wielu wybitnych lutników od gitar
akustycznych.
No, ale przejdźmy do
rzeczy. Każda gitara kupowana w sklepie wymaga ustawienia, ale nie
każdy kupujący o tym wie :))) Tylko instrumenty lutnicze robione na
zamówienie nie będą wymagały ustawienia z przyczyn
oczywistych. Na czymże ono polega? Po pierwsze, miękkość
gitary. Sprawdza się ją łapiąc
jakikolwiek pełny akord barre na I progu. Niech będzie to F-dur,
chociaż można po prostu wskazującym palcem spróbować
przycisnąć wszystkie struny i po kolei je uderzyć. Dźwięk z każdej
powinien być czysty, ale jeśli - by to osiągnąć - musimy mocno cisnąć,
że łapa boli, znaczy - instrument twardy. I już pierwszy punkt dla
lutnika do poprawki - obniżenie rowków w siodełku (uwaga!
nie mylić z angielskim "saddle", które jest na mostku :)).
Nie róbcie tego sami, pliz. :)))
Uwaga dla bardziej
zaawansowanych: jak zmierzyć, oprócz czuja czyli metody
palpacyjnej :), miękkość gitary i jak ustawić miękkość tak, żeby puste
struny nie obijały się o I lub II próg. Otóż
naciskacie "e6" na III progu, ale pośrodku pola, równo
pomiędzy progami czyli nie tak, jakbyśmy grali, wtedy trzeba bliżej III
progu. Następnie z bliska przyjrzyjcie się odstępowi między I progiem a
struną, dokładniej - owijką. Ta odległość powinna być minimalna. Jaka
dokładnie? Na grubość włosa albo mniej. Powinna być tak mała, żeby się
zastanawiać, czy w ogóle jest. Ale żeby była. Jeśli struna
dotyka I progu w tej sytuacji - jest definitywnie za nisko.
Inna uwaga dla advanced:
gitara powinna być robiona pod konkretnego gitarzystę, jego styl gry,
jego konkretne struny (sztywność, siła naciągu). To proste: im kto
mocniej gra, tym wyższej akcji potrzebuje, a tym samym będzie zmieniał
się strój gitary. Im wyższa akcja na XII progu, tym wyższy w
tym miejscu dźwięk, choć menzura niezmieniona. A żeby uzyskać optymalne
strojenie dla całości gryfu, lutnik musi znać parametry pasujące
konkretnemu gitarzyście. Te same uwagi dotyczą strun itd. itp. Gitary,
nawet te za 5-7 tysięcy zeta (w Polsce lepsze, na świecie niższa
półka), są robione kompromisowo, mają ustawienie
ogólne. Kolejny przykład, z akcją przy siodełku czyli
ustawienie tzw. miękkości gitary. Gitara w sklepie - jakakolwiek -
zazwyczaj ma tutaj za wysoką akcję. Lutnik musi zrobić głębsze rowki na
struny i tym samym obniżyć tę akcję. ALE - jeśli to zrobi, zmieni się
strojenie gitary w niskich pozycjach, zwłaszcza w I, II i III, bo
zmniejszona akcja oznacza mniejszy naciąg struny = niższy dźwięk. By
wszystko było, jak należy, podstrunnica musi być cięta już pod
konkretną akcję przy siodełku, tzn. im niższa akcja, tym odległość
między siodełkiem a I progiem musi być większa. I na odwrót.
Podaję tu dla przykładu ten szczegół, by jeszcze raz
podkreślić: gitara dobrze stroi na niemal całym gryfie, gdy jest w
całości projektowana pod konkretny setup.
Gryf
gitary i jego profil. Czy gryf
powinien być prosty? Nie, ale nie powinno być na nim wybrzuszenia w
miejscu łączenia gryfu z pudłem. Gryf powinien sprawiać wrażenie niemal
prostego. Najlepiej sprawdzić to, patrząc na gryf od strony
główki - i coraz bardziej skracając kąt patrzenia. Nie
jestem w stanie tego namalować, musicie się domyślić. W sklepie po
ogólnych wrażeniach sprawdzamy dokładnie profil gryfu czyli
głębokość wklęśnięcia. Gryf powinien być minimalnie, ale to naprawdę
minimalnie wklęśnięty - taki jest prawidłowy profil. Jak to zmierzyć
dokładnie? Naciśnij strunę e6 (to ta gruba :))) jednocześnie na I i XIV
progu, a dokładniej na progu, przy którym gryf styka się z
pudłem (w akustykach jest to najczęściej XIV). W połowie drogi czyli na
progu VII powinno być ok. 0,1-0,5 mm odstępu między struną (jej owijką)
a brzegiem progu. Znaczy wtedy, że całościowy profil gryfu i jego
krzywizna jest OK. Z tym, że dokładna głębokość profilu zależy od kilku
czynników, przede wszystkim od stylu grania. Jeśli ktoś gra
głównie w pierwszych pozycjach - styl ogniskowo-szuwarowy -
wtedy musi mieć nawet do ok. 0,5 mm tego odstępu. Jeśli ktoś używa
całego gryfu i gra lżej - zdecydowanie mniej. Również
sztywność strun ma tu duże znaczenie - im bardziej sztywne, tym
bardziej płasko można ustawić gryf, bo akcja strun będzie niższa. Ale
również struny o dużym naciągu bardziej napinają gryf, więc
wtedy też trzeba go ustawić pod siłę naciągu owegoż. Zazwyczaj zmiana
naciągu strun powoduje potrzebę korekty profilu.
Często zdarza się, że
gitara fabrycznie ma profil trochę zbyt prosty, niemal płaski - pręt
regulujący jest tak celowo ustawiony, by instrument sobie leżał w
sklepach i stopniowo, delikatnie poddawał się naciągowi strun,
dochodząc do pi razy oko prawidłowego profilu.
Jak samemu ustawić
profil? Jeśli jesteś pogitem (początkującym gitarzystą :) - zostaw to
lutnikowi, na wszelki wypadek. Zawsze musi to być bardzo delikatny ruch
kluczem tak, by zmiana profilu była minimalna. I sprawdzamy. I znowu.
Uważać trzeba, by nic nie robić na siłę, bo złamanie/uszkodzenie pręta
regulującego to masakra cenowa. Naprawa zazwyczaj wymaga zdjęcia
podstrunnicy...
Nazad!
NAGŁOŚNIENIE gitary
akustycznej - jakie combo, preamp itd.
Tu, rzecz
jasna, za jakiś czas będzie podstawowe info nt. dobrych
przedwzmacniaczy i pieców akustycznych. Z marszu mogę
powiedzieć, że nie polecam Marshalla AS100D. W ogóle
odradzam nowe Marshalle - od 10 lat marka należy do
Chińczyków z... wszystkimi tego konsekwencjami w postaci
płyt wiórowych zamiast litego drewna etc. etc. itd. itp.
Na szybko polecam sprzęt
AER. Ciągle robiony w Niemczech (chyba :) Bardzo wielu
gitarzystów akustycznych używa ich zabawek, a jest się czym
bawić, naprawdę. Wybór kapitalny. Najlepsze,
że ceny są przyzwoite jak na najwyższą światową jakość produkcji
seryjnej.
Mamy również
niezłą firmę Markbass. Italiani, capisce? Burdello bum bum, mia donna,
attenzione curva. To by było na tyle zachwytów nad językiem
Bocacciego i Dantego. Markbass za przyzwoitą cenę daję przyzwoitą
jakość, a wygarb, że hej. Niesie hań po górak, halak i
dolinak. Tak, to prawda, robią sprzęt głównie do
basów, ale mają i kilka myków do
akustyków. O, zrymowało misie, może Nobela dostanę? Jak taka
stalinówa Szymborska mogła dostać, to czemu ja nie? ;)))
Dobra, tu jest link do akustycznego wzmacniacza Markbassu -
Markacoustic AC 101.
Poszukajcie, Mili, se dalej na ich stronie, ale powiem Wam, że w tej
chwili ten piec razem z poniższym to są dwie, chyba najlepsze opcje do
akustycznego nagłaśniania małych klubów, scenek,
pubów etc. Cenowo w Polszcze, Ojczyźnie naszej umiłowanej,
której wrogom na pohybel i kij w... oko, to wygląda b.
podobnie. Markacoustic AC 101 ma nieco więcej mocy i jest troszku
tańszy, ale jeśli chodzi o parametry, to jednak delikatnie skłaniałbym
się ku...
A teraz nowość!
[zeszłoroczna :))))] Matko, naprawdę, ja - tradycjonalista, rojalista -
zamieszczam nowość! Oto Fishman pokazał był (czas zaprzeszły,
plusquamperfectum) na targach NAMM 2008 najnowszy, baaaardzo fajoski
zestaw PA system do akustyków (public address
system czyli zestaw do puszczenia się publicznego). Nie pytajcie, ki to
diabeł, to całe NAMM, bo nie wiem. W każdym razie coś ważne, ale bolec
im w ucho - duuuuże targi muzyczne i już. Istota sprawy nazywa się SoloAmp
i wygrała 2008 Summer NAMM, znaczy "Best in Show" nagrodę wzięła.
Reszta - jak widzieliście w linku. Powiem jedno: kie bede kase mieć, se
kupie takie. Bez jaj - wygląda to na bardzo przyzwoite nagłośnienie
małych pubików. W Europie w lipcu 2008 nikt jeszcze tego nie
miał, w Państwach Zjednoczonych Ameryki Płn. można było to tylko
zamówić i czekać na realizację. Cena, o ile pamiętam, ok.
1000 dolarów.
A teraz słów
kilka wróbla Ćwirka na temat elektroniki w pudle. Pierwsza
zasada to..., ej, tam, w drugim rzędzie od cmentarza, zamknąć jadaczki
i słuchać uważnie, bo powtarzał nie będę! Pierwsza zasada brzmi:
1.
Zasada nr 1. Jakoś do kitu.
Najpierw jedynka, potem znowu 1. Nic to, jedźmy, bo Armageddon nas przy
tym zastanie. Otóż naczelną zasadą jest to, że gitary
akustyczne najlepiej nagłaśnia się mikrofonem pojemnościowym
zewnętrznym. Takie tam, byle co za 3.000 zeta wystarczy. To jest
najlepsiejsza najlepszość. I nie ma lepszej lepszości. Tyle, że to
trochę niewygodne i drogie. A my akurat nie nazywamy się Eric Clapton i
nie nagrywamy płyty "Unplugged". Która, nb, fajnie brzmi,
ale najlepsza nie jest. Aczkolwiek ciekawa. Gdyby tak grali w pubach,
to bym do nich chodził.
2.
Zasada nr 2. Nie rżniemy pudła,
jeśli nie jest to konieczne. Jak najmniej dziur w pudle. Tzn. jeśli
mamy system, który można wprowadzić do wewnątrz i zamontować
używając tylko dziurki na end pin (to coś, na czym wiesza się pasek
albo wiesza się) albo przez otwór rezonansowy, to wybieramy
taki system. Ale to nie jest wcale przyjemne, bo najlepsze tego rodzaju
coś jest Highlandera.
I takie cacuszko kosztuje. Tańsze znaleźć można, owszem, ale chciałem
Wam podać namiary na sprzęt klasy full wypas high definition
extra super fantastic bombastic nuclear. Peem tak: tego sprzętu używa
Martin Simpson, a on naprawdę brzmi nieźle. Widzę, że ostatnio na
ich stronie głównej, na samym środku pod
logiem pojawił się link "Mark Knopfler", a to znaczy, że
Mistrz Precyzji Brzmienia też używa tej zabaweczki. Również
Tracy Chapman używa H. Orientacyjnie cały zestawik Highlandera, tzn.
pickup z mikrofonem pojemnościowym i zewnętrznym przedwzmacniaczem to
wydatek w okolicach $1000.
Alternatywą jest preamp i
blender w jednym Raven Labs PMB-II.
Ale to musi być używane do już zamontowanego pickupu piezzo i mikrofonu
pojemnościowego. Używają tego Martin Simpson, Tracy Chapman, Al Turner,
Rick Turner i kilku innych takich jednych. Wybór pickupu
piezzo i mikrofonu zakładanych oddzielnie jest naprawdę szeroki. Może
to być np. któryś z Matrixów
Fishmana plus jakiś mikrofonik (nie mam czasu teraz zapodawać).
3.
Zasada nr 3. Ta zasada jest
bardzo prosta i znana ludzkości od tysiącleci. Już w "Eposie o
Gilgameszu" mamy pierwsze wzmianki: "Jak się nie ma, co się lubi, to
się czubi, kto się lubi". Czy jakoś tak szło, nie pamiętam very
dokładnie. Czyli system mieszany: piezzoelektryk + mikrofon
pojemnościowy, montowany w gitarze. Niestety, trzeba rżnąć pudło, by
preamp (przedwzmacniacz)w nim zamontować. Coś, co sam mam, aczkolwiek
widzę, że Fishman zdążył już pójść krok naprzód. Onboard
Stereo Blender i jego kuzyni.
Działa nieźle, daje bardzo przyjemny dźwięk, można mieszać barwę z
przystawki (montowanej w mostku, a dokładnie pod podstawkiem) z
mikrofonem umieszczonym albo na takim ramieniu w pudle, albo w samym
preampie. Ma toto filtr antysprzężeniowy, dodatkowy phase, contour,
basy i wysokie. Są de facto dwa mieszacze (blendery) dźwięku. Jeden
wewnątrz, trzeba otworzyć preamp i tam się ustawia scyzorykiem
proporcje, raz, a dobrze. Drugi na zewnątrz - zwykły suwak,
który posuwa się w granicach wyznaczonych przez to
wcześniejsze ustawienie scyzorykiem. Miłe, szkoda tylko, że trzeba do
tego pudło haratać. Powiem tak, jest to najlepszy blender pokładowy
(tzn. montowany w gitarze), jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny.
Przy czym - i ta uwaga dotyczy wszystkich pickupów piezzo -
muszą być one dobrze zamontowane przez lutnika, a prożek powinien być
mocno, prawidłowo osadzony, by dociskał równo pickup. To
naprawdę zmienia brzmienie - ostatnio Piotr Witwicki poprawił mi ten
aspekt po fabrycznie u Furcha założonym preampie i gitara zaczęła przy
nagłośnieniu gadać.
Także Maton montuje
autorskie przedwzmacniacze i całą elektronikę b. dobrej klasy, ale
tylko w swoich gitarach. Z tego, co wiem, nie sprzedają oddzielnie.
Brzmią tak, jak brzmi Tommy Emmanuel. Niestety, niestety, niestety - te
preampy są montowane na boczkach czyli rżnięte pudło plus dodatkowe
krojenie pudła, z zupełnie niezrozumiałych powodów
otwór na jacka rżną na skosie, a nie wykorzystują gotowej
przecież dziury na endpin. Tak, jakby nie można było sobie do gitary
kupić kabla z giętym jackiem.
Wysokiej klasy światowej
różnego typu systemy do akustyka produkuje
K&K Sound.
Proszę zauważyć, że nie można tam zauważyć preampu onboard czyli
właśnie takiego zakładanego w wyrżniętej dziurze na boku. Jak
wspominałem, jest to najbardziej inwazyjna metoda i stąd, przy rozwoju
technologii, wszelkie możliwe próby uniknięcia krojenia
pudła.
No,
i nowość z tego gatunku pickupów nieinwazyjnych!
Suchejcie, ludzie! Otóż na wiosnę AD 2010 firma L.R. Baggs
wypuszcza na rynek swoje najnowsze cacko - Anthem.
Nieinwazyjna mieszanka mikrofonu z piezzo, o wyjątkowo dobrym brzmieniu
- zwłaszcza mikrofonowym. Podejrzewam, że tą zabawką zrobią rewolucję
na rynku, ponieważ jak dotąd idealnym systemem nagłaśniającym gitary
był, jak wspominałem, zewnętrzny mikrofon, taki stojący se obok. Dobre
zaczynały się od 3000 zeta. Tymczasem gostki od Anthema zrobiły takie
zabawkie, która gra niemalże tak samo dobrze, jak mikrofon
zewnętrzny! Do tej pory było to nieosiągalne. Dobra, zobaczymy, na
razie jeszcze nie wiadomo, ile toto będzie kosztowało (jest luty 2010).
Jest na
rynku również nieinwazyjny
zestaw
dwumikrofonowy
firmy MiniFlex, co ciekawe, jest wersja, którą
można ładnie
domontować do już istniejącego pickupu. Proszę sobie zerknąć, o: MiniFlex 2Mic(tm).
Bym powiedział, że nieinwazyjne
preampy będą robić karyjerę.
Ostatnio (kwiecień 2009)
odkryłem bbb. fajoską, malutką zabaweczkę Line 6 gówniarzyk
Micro Spider. Lekki, przenośny -
można jechać na bateriach, oczywiście napakowany cyfrowymi efektami, w
tym imitacją wzmacniacza akustycznego. Niby tylko 6 Wat, ale byście
usłyszeli, jak toto gra w małym pomieszczeniu... Ostatnio miałem
ustawione na 1/8 mocy mastera i połowę mocy preampa (tak, błąd, wiem,
rozkręca się preamp na maksa, ale nie mogłem, bo byłoby za głośno, a
mastera już się nie dawało ściszyć za bardzo) i waliło jak nie wiem.
Przy czym dostajemy też wejście na mikrofon, tuner, efektów
od pierona, trzypasmowa korekta itd. itp. Rewela. Ostatnio kupiłem
znajomym takie trzy. Znaczy, oni płacili, jak kupowałem. Wszyscy
zachwyceni. Polecam, a Line 6 powinien mi coś, kurde, odpalić. Jedyny
minus to, że nie ma akumulatora wewnętrznego, jak np. Crate TX15,
ale ta zabawka kosztuje ponad dwa razy drożej. No, i Micro Spider nie
ma żadnego wewnętrznego limitera ani cy cóś, ale naprawdę za
niecałe 400 zeta nie można, nie powinno się, a nawet byłoby wstydem i
żenuą totalną oczekiwać czegoś więcej.
KOLEJNA
NOWOŚĆ! Otóż w lipcu
tego roku czyli 2009 wejdzie do sprzedaży najnowszy model świetnej
firmy Acoustic Image: Ten2,
w tej chwili prototypowy. To cacko ma 600W własnej mocy przy 4 Ohmach,
a waży tylko ok. 17 kg, wzrostu ciut powyżej 40 cm! Kupę korekt, dwa
pasma filtrów, kilka reverbów i trzy inne efekty
(więc akurat), dwa kanały kombo z trzyzakresową, oddzielną korektą,
wyjście słuchawkowe i parę innych, podstawowych rzeczy. Jest dostawka
EX - 800W, jeszcze mniejsza. Trzy głośniki: dwa woofery i jeden
tweeter. Taką rewelacyjną wagę i wielkość zawdzięcza... plastykowej
obudowie. Z chęcią bym tego posłuchał. Drogi - 1599 dolarów.
Nazad!
AKCESORIA gitarowe -
czyli kolejny wydatek na wszystkie potrzebne pierdółki
Tu, rzecz jasna, za jakiś
czas będzie podstawowe info nt. tunerów,
kapodastrów, stopek, nawilżaczy (Kyser, Planet Waves) itd.
itp. W sumie większość zebrana z całości tekstu w jednym miejscu, żeby
nie szukać po całej stronie, bo to za dużo czytania, a teraz - wiadomo
- naród się bardziej obrazkowy zrobił. Na wstępie powiedzmy,
że tuner tańszy niż 300 zeta jest ogólnie do kitu. To tak na
pocieszenie, bo jest klasa ponaddwukrotnie droższa, ale to dla
najlepszych. Mu tu się skromnie sytuujemy między panem Mieciem z metra
a jakimś pubem. Więc i tuner nie musi być najlepszy, wystarczy poprawny.
Ponieważ średnie tunery
Bossa TU-15 itp. Korga, Seiko itd. można kupić w przeciętnym muzycznym,
to podam linki do najlepszych. Aha, jeśli kupujemy tuner klasy średniej
- modele podobne do Bossa TU-15, wybierajmy z normalnymi
wskazówkami, takimi jak w zegarku :))) Natomiast najlepsze
tunery na świecie robi Peterson.
Dokładność do 0.1 procenta, bardzo fajne modele, solidne, aluminiowe,
montowane na np. statywie mikrofonowym - te akurat wyglądają jak małe
laptopiki :) wpinane w raki, podłogowe itp. W Warszawie w żadnych
sklepie muzycznym nikt o nich nie słyszał. Najlepiej byłoby sprowadzić
przez sieć.
Dużej dokładności jest
również model Korga DT7 oraz DTR-1000 i DTR-2000 wpinane w
rak. Ostatniego używał czas jakiś temu Tommy Emmanuel, a być może dalej
używa.
Teraz to w
ogóle, Panie Dobrodzieju, czasy miłe nastały, że tyle tych
udogodnień dla muzyków. Nie to, co dawniej, człowiek musiał
baranowi kiszki wypruwać i struny z tego samemu kręcić. Np. Hohner
wymyślił takie zmyślne statywy, że jeden pasuje do każdej gitary -
akustycznej dużej (dreadnought), małej (grand orchestra itp.),
klasycznej, elektrycznej, basu... Pic polega na tym, że jest to statyw, na którym gitarę
się właśnie wiesza za główkę, a nie osadza.
Praktyczne, gitara trzyma się stabilniej. Żeby się wywróciła
- nie daj, Boże! - trzeba cały stojak kopnąć (przećwiczcie sobie w domu
ten trick). Zmyślne ustrojstwo tego Hohnera, składa się w taką rurkę
jakby, lekkie, łatwo można do jakiejkolwiek torby wsadzić. Najlepszy
statyw, jaki miałem, a używałem różnych, dużo droższych
cudeniek. Polecam, zwłaszcza dla tych, którzy codziennie
ćwiczą, żeby nie trzeba było gitary non-stop chować do pudła itd. Jakby
ktoś chciał go kupić, to podaję kod: HGS-S1 czyli Hanging Guitar Stand
with support legs and adjustable height.
Mamy też bardzo szeroką
ofertę podobnych stojaków i
wieszaków Hercules,
wśród nich i taki, jak wyżej oferuje Hohner, tyle że...
Właśnie, Hercules wymyślił cholernie ciekawy patent na sam uchwyt, w
którym umieszcza się główkę gitary. Myk polega na
tym, że uchwyt pod ciężarem gitary "zapada się", a w tym samym czasie
podnoszą się takie klapki, zamykające główkę, by nie
wyskoczyła. Zobaczcie - Auto Grab System.
A, i oprócz tego Hercules ma stojaki i wieszaki do
wszystkich instrumentów, chyba za wyjątkiem fortepianu.
Kapodaster. Czyli takie
coś, co się zakłada na gryf i skraca się długość strun. Rzecz bardzo
przydatna, bo zmienia brzmienie. Podam tu tylko dwie marki: Kyser
- odmiana Quick Change
oraz absolutnie profesjonalny, drogi jak wół G7th.
Pierwszy z nich, Kyser,
stworzył parę latek temu nową jakość w kapach, a teraz - jak widać -
idzie naprzód. Oferują kapa z pustą struną "e" - REWELACJA!
- a także kapo 3-strunowe. Czyli w sumie można grać wszystko. Polecam
Kysera dla wszystkich, którzy liczą się z forsą, a chcą mieć
w miarę przyzwoitą jakość. Ja mam swojego od AD 2001 - jest niezawodny.
Z chęcią bym wypróbował te inne modele do otwartych
strojów, ale nie ma w hurtowni.
Druga marka - G7th - to
już coś dla profesjonalistów. Bardzo drogie kapa z
dożywotnią gwarancją. W Polsce kosztują ok. 120 zeta (Kyser - ok. 80
zł). G7th są dlatego drogie i wygodne, ponieważ robią je z jakiegoś
cholernego stopu, bardzo lekkiego - a to jest istotne, by nie dokładać
sobie na gryf ciężaru.
Na rynku są też,
oczywiście, dostępne kapa Dunlopa, Planet Waves - proszę sobie
poprzymierzać.
Człowiek to się zawsze
czegoś nowego dowie. Np. sprawa olejku grafitowego. Otóż, by
struny miękko przechodziły przez siodełko i podstawek w trakcie
strojenia, należy je minimalnie... naoliwić :) Tzn. pyknąć olejki
grafitowego w rowki siodełka i na podstawek. Oczywiście ważne jest, by
tego olejku jak najmniej znalazło się na strunie pomiędzy punktami
podparcia, bo to jest nierówny, dodatkowy ciężar,
któren zdolny jest zmienić strojenie. I tak: do tej pory
olejek grafitowy był znany w kolorze b. czarnym. A tu od niedawna GHS
wynalazł biały, więc się lutnicy ucieszą. Oto GHS
GraphitALL™
Futerały
i pokrowce. Uwaga
ogólna: za noszenie gitary w miękkim pokrowcu powinny być
mandaty. ;) Generalnie jedynie sztywny futerał zabezpiecza gitarę przed
zmasakrowaniem. Nawet niech to będzie tanie coś, nieszczelne, za 180
zeta, ale sztywno trzymające pudło w środku. Natomiast dla tych,
którzy po pierwsze, posiadają droższe instrumenty, po
drugie, rozumieją potrzebę ich zabezpieczenia, podaję dwie klasy
futerałów - jako przykłady.
Półka
najwyższa: Calton.
Te cacka kosztują średnio ok. 1000 dolarów za sztukie, są z
włókna węglowego, szczelne i w ogóle niezłe.
Pakują w nie swoje zabawki bardzo dobrzy lutnicy. Futerały robione
tylko na zamówienie, na konkretny wymiar, trzeba czekać...
no, ile byście dali? 28 tygodni :).
Półka średnia,
na polskie warunki i tak bardzo dobra: Ameritage.
Ceny przeciętnie ok. 500 dolarów, te pudełka mają w środku
jakiś system utrzymywania wilgotności.
Półka niska, w
Polsce dobra. Przykładowe futerały Hiscox.
Uważny Czytelnik
mógłby w tym miejscu zapytać: skoro liczą się tak naprawdę
tylko futerały, to po kiego autor tych wypocin zapodaje podtytuł
"Futerały i pokrowce". Ha, bardzo dobre pytanie - jak powiada klasyk i
kombatant donosicielstwa, Lesław "Elem" Maleszka, "podrzędny" redaktor
"Wyborczej". Szkoda tylko, że tego pytania nikt tu nie zadał. No, w
sumie to nie mógł, skoro dopiero piszę. :) Otóż
przy tego rodzaju drogich futerałach stosuje się... pokrowce na
futerały. Tak. By nie niszczyć drogiego, ładnego obicia, ale by
również dodatkowo zabezpieczyć gitarę przed ewentualnym
skokiem temperatury itp. Ponieważ w Polsce mało, że w sklepach o tym
nie wiedzą, no, OK, niektórzy sprzedawcy słyszeli o czymś
takim, to - oczywiście - kupić się tego nie da tym bardziej. Można więc
sobie radzić albo szyjąc na zamówienie z jakiejś kordury,
albo robiąc taki gruby wór plastikowy z foliowych rur
ogrodniczych i w to wkładając futerał porą deszczową lub mroźną. Tutaj
zobaczycie profesjonalne pokrowce na futerały
w kilku odmianach. A tutaj podobne rzeczy firmy Allen,
z tym, że te pokrowce są z takiego plastiku metalicznego -
zabezpieczają przed przegrzaniem i wychłodzeniem gitary w futerale.
Niespodzianka
na zakończenie maratonu o futerałach. W nawiązaniu do wątku
poprzedniego czyli ochraniaczy/pokrowców na futerał -
znalazłem też futerały na futerały :)))) I powiem serio, że jest to
bardzo rozsądne rozwiązanie, gdy np. nie można gitary zabrać ze sobą do
samolotu, a trzeba oddać do luku bagażowego. Zgroza, nie? Raz się
kłóciłem z szefową stjułardes, że kiedyś mogłem wziąć ze
sobą, a dziś mi nie pozwalają. No, i się zgodzili :) W każdym razie na
podróże małe i duże jest gotowe rozwiązanie, Drodzy Panowie,
Miłe Panie... CaseXtreme.
Tutaj podaję Ci zbiorczo,
Drogi Czytelniku, linki do produktów służących do
czyszczenia i konserwacji gitary, wszystkie takie różne
akcesoria. Znajdziesz je tu w różnych miejscach, ale
ponieważ jestem miły i uprzejmy, więc dla Twojej wygody są w jednym
miejscu. Aha, zdaje mi się, że Fender ma jakieś ciekawe wynalazki.
Zresztą, sprawdźcie wszystko: ofertę Dunlopa,
Planet Waves
oraz GHS,
także Gibsona
i Fendera.
Nazad!
KUPNO
GITARY czyli jak uniknąć przykrej niespodzianki :)) i
kupić poprawną gitarę...
Uwaga
dla ludzi poważnie szukających dobrej gitary:
nie ma co się pitolić. Chcecie coś dobrego, trzeba jechać do
Anglosasów, gdziekolwiek. Oni mają najstarsze i najlepsze
tradycje lutnictwa, budowy gitar akustycznych. USA to zagłębie, ale
koszty wizy i biletu... Australia - to samo. Pozostają wyspy. W Polsce
kupicie słabszej klasy gitary do 3 tys. dolarów, ale dużo
droższe od takich samych u lutnika. Normalne. Poza tym będą po
negatywnej selekcji. Do Polski nie sprowadza się najlepiej brzmiących
gitar, bo jest za mało klientów czujących różnicę
w brzmieniu, żeby to się opłacało.
To po kolei.
Wyznacz górną
granicę ceny.
Następnie dowiedz się, że
wszystkie gitary są generalnie w 3 kategoriach: fabryczne,
manufakturowe i lutnicze.
Gitary fabryczne to g...,
badziewie, śmieć, szajs i kuweta. Przykładem dawny polski
Defil, ale i dziś jest tego od metra: D&J itd. Cenowo
to gitary do ok. 1500 zł. Oczywiście wszystkie granice cenowe są
umowne. Może się zdarzyć fabryczny wyrób za 1600 itd. Taka
gitara fabryczna ma tyle wspólnego z lutnictwem, że lutnik
prawdopodobnie założył tę fabrykę :))
Gitary manufakturowe to
już inny przedział. W USA zaczynają się od ok. 600$ i kończą na ok.
3000$. Te gitary lutnik już widzi na własne oczy :)))) i
mówi wykwalifikowanym robotnikom, co i jak zrobić. Sam może
czasami coś przy nich tknie. Zazwyczaj jest tak, że dobra manufaktura
robi też b. dobre instrumenty na zamówienie.
I wreszcie gitary
lutnicze. Ceny od 3000$ do 110.000$ (USA), w Europie można znaleźć
taniej, w Polsce ktoś może to zrobić nawet i za ok. 2300$ (ale za
jakość nie ręczę, nie mamy długiej tradycji produkcji gitar
akustycznych). To gitary w
całości robione przez
zawodowego lutnika. Rzecz jasna, to o niczym nie świadczy, lutnik też
może sobie wypić, nie? ;)) Przyjmuje się, że jeśli sprzedawca
mówi: "Gitara lutnicza", to znaczy, że całą od początku do
końca, własnoręcznie robił lutnik. No ale sprzedawca nie zawsze
mówi prawdę, zwłaszcza w Polsce, wiem z autopsji. A
jest trudno na pierwszy rzut oka odróżnić dobrą gitarę
manufakturową od słabszej lutniczej.
Przyjmuję, że prawdziwą
gitarą jest jedynie gitara lutnicza :)
Troszku też chciałbym tu
rzec nt. typów pudeł, temat długi, a ja się starzeję i
wiadomo - sieniechcemisie. No ale wziąwszy na wątłe ramiona swe
obowiązek rzetelnego informowania (conajmniej jak "Gazeta Wyborcza" :))
tu autor turla się po wykładzinie czas jakiś, kaszle, przeciera oczy
zaczerwienione od piw... a, ups, sorki, straciłem wątek... wracam...
jeszcze jeden zakręt i...) ...informowania P.T. Czytelników
przynajmniej powiem, że najbardziej popularne pudło akustyczne
(największe i najlepiej brzmiące) to dreadnought. Miałem takiego
Hohnera kilka lat. Do dupy był, jak to gitara firmy specjalizującej się
w harmonijkach :)) Słabe basy, dobrze brzmiał tylko przy graniu
rytmicznym, ale ozdobnictwo wychodziło jakby ktoś przeciągał patykiem
po kaloryferze żeberkowym. Wiecie, taki stary typ, żeliwny kaloryfer,
już tego nie robią. A kaloryfery w ogóle dzielimy na...
Jasny gwint, znowu wątek poleciał... Czy ja aby brałem dziś Bilobil???
Nie, no jasne, przecież się skończył. Moment, zaraz wracam i dygamy ten
referat wzdłuż i w poprzek.
Jakby Wam tu pokazać tego
dreadnoughta... Już wiem - na dole jest ten najdroższy Martin, to jest
dreadnought. Inne typy pudeł, poszukajmy czegoś, bo przecież nie będę
robił zdjęć, np. tutaj
albo tutaj
albo tutaj.
Są jeszcze takie fajne typy jak parlor
(niektórzy, głównie w Wlk. Brytanii używają
pisowni "parlour", wiecie, rozumiecie: ęę ąą..., że to nie słoma z
butów wystaje...) - dziś typ wracający do łask ze względu na
oryginalne brzmienie sielsko-chaziajskie i małe rozmiary, nadaje się do
samolotów, zwłaszcza prywatnych odrzutowców
:))))) Sting od kilku lat se używa czegoś takiego. Ogólnie,
Mili Goście i Gościówy, chcę Wam powiedzieć, że kupować
należy konkretny, dopasowany do budowy ciała i potrzeb rozmiar gitary.
Drobnym osobom nie polecam standardu czyli dreadnoughtu, często
oznakowanego D. Wiecie, gitary w sklepach mają takie szeregi literek i
cyferek, to są zazwyczaj numery serii, typy, modele etc. Nie
bójcie się nazwy grand auditorium (ga) albo concert
(c), albo grand concert (gc) albo orchestra (o lub om -
orchestra model). To są wszystko nazwy mniejszych pudeł. Nawet jumbo -
też jest mniejsze od dreadnought. Każdy lutnik sam wymyśla typy swoich
gitar, choć część z nich, by ułatwić wybór, używa tych
wspomnianych wyżej nazw.
Nie pamiętam, czy
wspominałem, ale gitara jest robiona pod konkretny rozmiar strun i
tylko przy takich zachowuje się prawidłowo, stroi etc. Jak np.
mój Furch (Niech go gęś łaskawie kopnie! I całą ich mać.)
jest robiony pod 11. Jak zakładam 13 - stroi gorzej. No, teraz po
przeróbkach Witwy jest lepiej.
Cutaway. Czyli to wcięcie
w pudle ułatwiające dostęp do gryfu. Powiedzmy sobie od razu uczciwie
prosto w twarz, że cutaway zawsze obniża jakość brzmienia. To po prostu
jakiś 1 decymetr sześcienny przestrzeni mniej. Ale różnica
jest istotna dopiero dla gitar za jakieś np. 10.000$, więc my się nią
tutaj przejmować nie będziemy, bo co to znaczy wobec faktu,
że upadają kolejne, lokalne browary i wkrótce
będziemy narodowo zmuszeni do picia jakiegoś badziewia produkowanego z
proszku i spirytusu z wodą? A przy naszych
rozważaniach gitarniczych ma to niezwykłe znaczenie, trudne do
przecenienia. Tu wracam do przerwanego lekkomyślnie wątku.
Cutaway zazwyczaj kosztuje dodatkowe pieniądze, co widać przy
cennikach usług lutniczych. Mamy dwa główne rodzaje wcięć:
weneckie - miękki łuk, najpopularniejsze oraz florenckie - ostre,
półkoliste wcięcie, rzadkie. Trwa dyskusja
fachowców, które lepsze. Ja nie wiem. Wiem tylko,
że jak bym se miał rozwalić łeb o gitarę, to wolę zetknąć się z
bardziej user friendly materiałem :)))))
Nie oszczędzaj na czasie
podczas kupowania - musisz spokojnie usłyszeć wszystko, co się da w
optymalnych warunkach (czyli cisza). Takich nie zapewnia, z tego, co
wiem, żaden sklep w Polsce - nie ma specjalnych pokojów do
osłuchiwania gitar klasycznych i akustycznych.
OK, podobno jakiś nowszy
sklepik w Warszawie wprowadził pokój do odsłuchiwania. Nie
byłem, nie macałem - nie wiem. Więc na razie nie reklamuję :))) Ale to
i tak postęp. Idzie ku lepszemu.
Przy okazji
sklepów, z radosnych nowin: Hołdys zamyka swoje Instrumenty
muzyczne. Czas najwyższy, ceny były przecenione, a kompetencje
sprzedawców przynajmniej we wzmiankowanym temacie gitar
akustycznych - bardzo mizerne. Ale dobra, ciszej nad tą trumną, jedźmy
dalej.
Jeśli będziesz kupował,
to ze sztywnym futerałem. Raczej lakierowana, bo lepiej konserwuje
drewno. Trudniejsza w utrzymaniu, ale bez pracy... ;) Pierwsza sprawa,
na jaką patrzysz: czy słoje na gryfie i podstrunnicy są idealnie
równoległe do gryfu. Następnie sprawdzasz gryf, czy jest
ogólnie prosty. Najlepiej robi się to, patrząc na gryf od
strony główki. Następnie sprawdzasz dokładnie profil gryfu.
Gryf powinien być minimalnie, ale to naprawdę minimalnie wklęśnięty -
taki jest prawidłowy profil. Jak to zmierzyć? Naciśnij każdą strunę
jednocześnie na pierwszym i XIV progu, a dokładniej na progu, przy
którym gryf styka się z pudłem (najczęściej w akustykach
jest to XIV). W połowie drogi, czyli na progu VII powinno być ok.
0,1-0,5 mm odstępu, ale to zależy od preferencji - patrz Ustawienie gitary (setup).
Znaczy, że całościowy profil gryfu i jego krzywizna jest OK.
Dalej: Czy słoje na pudle
są ułożone symetrycznie według osi gitary. Czy na gitarze w miejscach
łączeń poszczególnych części nie ma pęknięć lakieru czy
małych rozstępów.
Czy menzura jest
prawidłowa: sprawdza się to tak, że uderzasz flażolet na 12 progu i
szybko przyciskasz strunę w tym samym miejscu: sprawdzasz, czy oba
dźwięki brzmią tak samo. Powinny. I tak wszystkie struny. Inny
sposób, dla bardziej doświadczonego ucha, to "na oktawę"
czyli uderzamy pustą strunę, a potem tę samą na XII progu i powinna być
czysta oktawa, jeśli jest prawidłowa menzura: XII próg
powinien być idealnie w połowie struny. B. rzadko za tę cenę (600-800
PLN) znajdziesz gitarę, która tu będzie stroiła, chodzi więc
o to, żeby znaleźć najlepiej strojącą. Dziś elektroniczne
stroiciele/tunery mają już często wbudowaną opcję sprawdzania menzury,
np. mój Boss TU-15.
Sam strój
gitary najlepiej sprawdzać w wysokich pozycjach razem ze strunami
pustymi. O strojeniu pisałem wyżej/będę pisał - tam się coś znajdzie na
ten temat.
Dalej sprawdzanie
brzmienia: każdą strunę uderzasz na każdym progu aż do końca, dokąd się
da, i sprawdzasz, czy nie bzyczy, tzn. czy nie uderza o progi. To
oczywiście zależy od akcji strun i siły, z jaką je szarpiesz. Pamiętaj
też, żeby podczas tego sprawdzania struny uderzać pionowo, szarpiąc z
góry na dół lub odwrotnie, ale NIE w stronę
pudła, taki jakby klang, bo wtedy niemal zawsze będziesz miał uderzenie
o próg.
Dalej brzmienie: gitara
powinna brzmieć soczyście, tzn. mieć wyraźną górę, mięsisty
środek i nie zmulony dół. Dobrze się to sprawdza na akordzie
A-dur w II pozycji (tej popularnej). Zazwyczaj ten akord brzmi pusto w
tym miejscu; na dobrej gitarze zabrzmi soczyście.
Istotnym składnikiem
dobrego brzmienia jest selektywność, tzn. żeby było dobrze i głośno
słychać każdą strunę, a nie takie głośne, zmiędlone "buuuuum",
które potrafi zmylić niedoświadczone ucho. Bo bierze taki
pogit instrument do ręki, uderzy akord, a gitara aż huczy. No, to se
myśli: "Ale daje! Dobra, bo głośna!" A tymczasem ta głośność to jest
mieszanka, dająca wrażenie kopa, gdy każda struna z osobna brzmi jakby
dudniąco, głuchawo. Co zrobić, by osłuchać się i umieć
odróżnić gitarę z dobrą selektywnością? Sporo słuchać nagrań
dobrych, czystych akustyków, bez efektów. W Menu
znajdziecie dobrych gitarzystów, których warto
słuchać, by wyrabiać ucho.
Ważne jest
również sprawdzenie, czy progi są dobrze nabite tzn. czy w
którejś pozycji jakiś tam nie brzęczy. Trzeba po kolei
uważnie uderzać z średnią siłą każdą strunę na każdym progu. Dać
dźwiękowi wybrzmieć. I słuchać. Jeśli gdzieś tam pojawia się
brzęczenie, to jeszcze nic nie znaczy, dobry lutnik to może
wyregulować. Jednak być go nie powinno. Brzęczenia, a nie lutnika.
Jak już jesteśmy przy
progach. Należy uważnie przyjrzeć się ich krawędziom, czy nie są ostre.
Sprawdź se palcem - przejedź po strunie "e1" lub e6 w te i we wfte i
zobacz, czy paluch (w przypadku dam - paluszek ;)))) nie zaczepia o
progi. To następna pozycja do korekty przez lutnika. Aha, ten
szczegół dotyczy droższych, manufakturowych
instrumentów, w tańszych progi nigdy nie są dobrze
wygładzone na brzegach. Gitary lutnicze takich problemów już
mieć nie powinny, ale to inna półka :)))
Rzeczą ważną, nad
którą trza się zastanowić przy wyborze, jest szerokość
gryfu. Chodzi o szerokość przy główce, dokładnie szerokość
gryfu na wysokości siodełka. Najpopularniejsze są modele o szerokości
42 mm (1 i 11/16 cala), ale to jest dobre do grania rytmicznego. Jeśli
ktoś ma ochotę pograć miły akompaniament, bardziej rozbudowany - trzeba
szukać szerszych gryfów, tu standardem jest szerokość 1 i
3/4 cala czyli dokładnie 44.45 mm. W Polsce jest z tym problem.
Standardowo szersze gryfy robi Furch (44 mm, choć piszą, że 45 - o ile
pamiętam). Mamy Rieger-Klossa - badziewie, że hej, gną się gryfy. Na
świecie w klasie gitar akustycznych lutniczych do grania
akompaniującego lub solowego stosuje się głównie gryfy od 44
mm w górę. Np. McPherson robi jako standard 44.5 i
mówi, że jak ktoś chce, to oczywiście szersze są dostępne na
zamówienie. A u nas?
U nas wygląda to tak, że
4 lata temu poszedłem do sklepu Hołdysa i pytam sprzedawcę o
akustyki z szerszymi gryfami. Widzę szeroko otwarte oczy,
szczękę nisko zwieszoną, migdałki już się pokazują. Nawet nie wiedział,
że takowe gryfy istnieją. Dwa miesiące temu wchodzę przy okazji do
Hołdysa, tak się rozejrzeć. Widzę, że stoi Taylor za ponad 9 tys. (w
Polsce to full wypas, w USA średnia dolna
półka). Że gitara zamknięta w futerale, pytam -
jaki gryf. To już inny sprzedawca, ekspert, ok. 42
lat i to samo: szczęka w dół, oczy na
wierzch, ale za moment robi dobrą minę do złej gry. Pomagam mu:
Standard 42 mm? Z absolutną pewnością siebie kiwa głową: Tak, standard.
:)))))))))))))))) No przecież. Od razu wiedział, o co chodzi.
Sytuacja nie wygląda też
lepiej w moim ulubionym, na razie, warszawskim sklepie czyli
Rock'n'rollu. Wisi sporo akustyków, ale wszystkie bardzo
przeciętnej klasy i żaden z szerszym gryfem.
OK, to chyba wsio. Aha,
nie sugeruj się za bardzo radami sprzedawcy, on chce z reguły opchnąć
towar, szczególnie jeśli jest wadliwy.
Ogólnie to se
powiem, powtarzając za Bogusławem Poniatowskim, że w Polsce od czasu
oficjalnej komuny nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o porządne gitary.
Dalej trzeba jechać do Berlina albo Hamburga i posiedzieć ze dwa dni w
porządnym salonie.
Wilk
w gitarze
Tak, to nie żarty ani
śmichy-chichy. Jest to poważna wada gitary, istotna raczej dla modeli
od 1000 dżordżyków w górę. Co to je ono? Ano ono
je takie, że pewne "miejsca" na gryfie brzmią głucho, wyraźnie gorzej,
ciszej, krócej niż inne. Zazwyczaj chodzi o jakieś określone
pasmo częstotliwości, kilka dźwięków obok siebie,
które niezależnie, w jakiej pozycji grane, zawsze brzmią
gorzej itd. niż dźwięki w tej samej pozycji, ale na innych strunach.
Przykład: powiedzmy, że
mamy wilka z centrum w fis, a cały wilk obejmuje e, f, fis, g, gis. Fis
gra się na 4 progu na strunie D4, na 9 progu na strunie A5 i na progu
14 na strunie E6. Wszystkie te miejsca brzmią głucho, jakby ktoś walił
patykiem w pień. Wybrzmiewanie jest b. krótkie itd.
Najczęściej jest to wada produkcyjna, b. trudna do usunięcia przez
lutnika.
Dodam, że właśnie sam
taką wadę mam w swoim Furchu G-23 SF, a ponieważ jest to średnio dobrej
klasy gitara manufakturowa, więc nawet się takiego jajca nie
spodziewałem, gdy kupowałem. By usłyszeć wilka, trzeba kompletnej ciszy
(specjalnego pokoju do osłuchiwania), czego dystrybutor Furcha w Polsce
nie jest w stanie zapewnić. Dowodem fakt, że po zakupie osłuchałem
gitarę w wieczornej ciszy u siebie i od razu wiedziałem, że coś jest
nie tak. Lutnik tylko potwierdził. Gitara wróciła (na
gwarancji) do Czech, do producenta, nie naprawiono wady,
odesłano instrument z powrotem. Miałem akurat kontrakt na małe
koncerciki, nie mogłem im jej drugi raz odesłać, została,
a gwarancja jak wraz podczas kontraktu się skończyła. To tyle
nt. wilka i antyreklamy gitar Furcha. :)))))
Chociaż nie, będę musiał
jeszcze trochę dodać nt. serwisu gitar Furcha w Polsce. Oferują
całościowe ustawienie instrumentu przed zakupem czyli zamawiam, gitara
przyjeżdża, mówię, co zmienić, jedzie do ich własnego
lutnika. Benedykt się nazywa, tyle wiem. Niestety, jak się okazało w
praktyce, lutnicze papiery to on może i ma, ale poziom jego usług jest
gdzieś między stolarzem a bednarzem. Poprosiłem o obniżenie akcji.
Wyżej pisałem (a raczej będę pisał), jak to się standardowo powinno
robić. Generalnie ustawia się wysokość podstawka, tylko podstawka,
natomiast ustawianie profilu gryfu prętem regulującym, jakkolwiek ma
wpływ na akcję, nie służy do tego. Profil gryfu powinien być ustawiony
idealnie, jak trzeba, a potem się ustawia akcję, zmniejszając lub
podwyższając podstawek. To jest kolejność. Oczywiście to wymaga pracy:
najpierw idealnie robimy gryfik prętem regulującym, a potem... trzeba
się bawić podstawkiem - podpiłować, może zmienić etc. Nie każdemu się
chce. Otóż stolarz Benedykt zmniejszył mi akcję bardzo
szybko i prosto: naciągnął gryf. Skąd wiem? Bo gitara po powrocie od
niego miała niższą akcję, ale pojawiło się brzęczenie koło 10-12 progu.
Typowy objaw zmiany profilu bez zmiany wysokości podstawka. No ale
czasowo to się rozkłada tak, że pokręcenie prętem zajmuje kilkanaście
sekund, a zabawa z podstawkiem... trochę dłużej :)))
Kolejna,
bardzo ważna wada, istotna przy wyborze gitary.
Otóż można naciąć się na trudno wykrywalną uchem wadę zbyt
krótkiej podstrunnicy. Czy muszę nadmieniać, że i to mam w
swoim świetnym Furchu? :) Ha, tak to jest, jak się kupuje gitarę bez
doświadczenia. No, ale Polak po szkodzie już mądrzejszy. Do rzeczy - na
czym to polega? Podstrunnica jest nacinana (rowki na progi)
automatycznie, maszynowo, komputerowo. Tak jest dziś dużo dokładniej
niżby lutnik miał liczyć każdy próg etc., bo wtedy byłaby
większa możliwość błędów. A tak, idealnie ustawione piłki
jadą po drewnie. Tyle, że potem/przedtem trzeba całą podstrunnicę
wyciąć ręcznie z kawałka drewna. Obciąć krawędzie. I to robi, w
manufakturze lub fabryce, wykwalifikowany robotnik, nie lutnik. Kłopot
pojawia się, gdy podstrunnicę od strony główki, siodełka
obetnie za krótko. Wtedy odległość między siodełkiem a
pierwszym progiem będzie za mała i gitara, która w siodełku
będzie miała niską akcję, nie będzie stroić w pierwszych pozycjach,
zwłaszcza pusta struna z pozycją drugą, trzecią. No, dobrze, powiecie,
ale dlaczego mówię, że to wada, którą trudno
usłyszeć, skoro gitara nie stroi? Bo zazwyczaj tak spitoloną
podstrunnicę maskuje się... wysoką akcją w siodełku. Czyli jeśli ktoś
wcześniej grał na twardej gitarze, bierze takie pudło w sklepie, się
nie dziwi, że jest twardo, a gitara stroi (dlaczego, nie będę teraz
tłumaczył, ale to dość oczywista fizyka). Problem pojawia się, gdy
pudło odda się lutnikowi do zmiękczenia - obniżenia akcji w siodełku.
Potem wszystkie niskie pozycje "dołują", tzn. dźwięk jest za niski.
Można to zlikwidować przeróbką siodełka i dodaniem
kawałeczka drewna do podstrunnicy - wydłużając ją. Ale to jest cholerna
zabawa i kosztuje. Jak zatem rozpoznać,czy gitara ma tę wadę? Można na
pierwszy rzut oka, zapewniam, widać nawet z 2 metrów. W
jednym sklepie warszawskim wisi taki wadliwy egzemplarz. Podejrzewam,
że ten, kto zamawia i odbiera towar nie ma o tym zielonego pojęcia.
HINT: odległość między siodełkiem a pierwszy progiem powinna być
wyraźnie, wyraźnie! większa niż odległość między pierwszym a drugim
progiem. Jeśli jest niemal równa - kaszana, olejcie pudło.
Taka gitara w pierwszych pozycjach będzie stroiła tylko przy b.
wysokiej akcji w siodełku.
O, gitara (akustyczna,
ale też i każda inna) wbrew pozorom powinna być ciężka. Chodzi tu po
prostu o gęstość drewna. Analogija: dąb jest cięższy od lipy. A lipa
to... lipa, nie? ;))) Od razu uprzedzam, że dębu ani lipy raczej do
gitar się nie używa.
Nazad!
Najdroższy akustyk świata
Oczywiście nie
przeszukałem całego globu, ale to jest najbardziej wypasiona gitara
akustyczna, jaką widziałem w necie. Zero elektroniki (kto by coś
takiego rżnął??!!).
Miłe Damy, Drodzy Panowie!
Oto instrument
mityczny. Legendarny. 109.999 tys. takich zielonych
papierków z Dżordżem Łoszyngtonem. Obiekt westchnień tysięcy
gitarzystów. Produkcja Martina - tyż żywej
legendy. Przed Wami... D-100 Deluxe!!!
Nazad!
Gitarzyści naprawdę
nieźli
Nazad!
|